Michał Kosidło - uczeń klsy IIa - został Laureatem Konkursu Literackiego "Popisz sie talentem"
Dodane przez Nauczyciel dnia Czerwiec 08 2017 17:43:42
Uczniowie klasy II a - pod kierunkiem p. Iwony Pastuszak, brali udział w Ogólnopolskim Konkursie literackim. Uczeń naszej klasy Michał Kosidło - został Laureatem Konkursu Literackiego dla uczniów szkół podstawowych organizowanym przez wydawnictwo Nowa Era, pod hasłem "Popisz się talentem". Jego opowiadanie zostało wyłonione spośród 4806 prac z całej Polski. Z uwagi na tak dużą ilość prac jury w dniu 5 czerwca 2017 roku, wyłoniło zdobywcę Grand Prix i 24 laureatów nagród głównych oraz 30 honorowych wyróżnień. Zadaniem konkursowym było napisanie zakończenia do jednej z trzech historii, do których rozpoczęcia stworzył pisarz Rafał Witek. To właśnie opowiadanie Michała znajdzie się książce wydanej przez wydawnictwo Nowej Ery, a każdy zwycięzca, oprócz autorskiego egzemplarza książki ze swoim opowiadaniem, otrzyma Honorowy Puchar Młodego Autora!




Autorski egzemplarz książki zawierającej nagrodzoną Pracę Konkursową zostanie przesłany Uczestnikowi – laureatowi konkursu po zakończeniu cyklu wydawniczego publikacji.

Wydawnictwo NOWA ERA gratuluje wszystkim uczniom klasy II a, którzy wzięli udział w konkursie wraz z wychowawczynią p. Iwoną Pastuszak tymi słowami;
"Jednocześnie pragniemy pogratulować zaangażowania wszystkim uczestnikom konkursu, również tym nie nagrodzonym! W naszych oczach każdy z Was jest zwycięzcą ! ponieważ mieliście odwagę spróbować, zdobyliście nowe doświadczenie i zmierzyliście się z trudnym zadaniem. - Zasługujecie na wielkie brawa ! "




Jeśli chcesz przeczytać opowiadanie Michała, kliknij pod kreską : CZYTAJ WIĘCEJ....


Rozszerzona zawartość newsa
Konkurs – „Popisz się talentem
Prace uczniów klasy II a, ze Szkoły Podstawowej w Niedrzwicy Dużej
Wychowawca: Iwona Pastuszak

Oto nagrodzona praca:

Kategoria: Tajemnica, Michał Kosidło – uczeń klasy II a, Tytuł „Kłopotliwe jajo ”

Gdy Alojzy Nitka i Ziemowit Kłębek zakładali biuro detektywistyczne „Po Nitce do Kłębka”, nawet nie sądzili, że będą mieli tak dużo roboty. Już pierwszego dnia zaczęli zgłaszać się do nich obywatele pragnący wyjaśnić różne tajemnicze sprawy. Większość z tych zagadek nie przysparzała panom Alojzemu i Ziemowitowi większych trudności. Aż do dnia, kiedy do drzwi ich biura zapukał pewien niepozorny chłopiec. Miał na imię Emil. Ubrany był całkiem zwyczajnie, mówił cicho i trochę się jąkał. Ów Emil twierdził, że ktoś go śledzi i być może chce go porwać. A wszystko przez to, że tydzień temu chłopiec znalazł na ulicy dziwne, nakrapiane jajo. Jajo było naprawdę nietypowe - zupełnie okrągłe, koloru kremowego w czarne kropki, a do tego ważyło z pięć kilogramów. Emil postanowił zabrać je do domu.
Od tego czasu zaczął go prześladować pech. W domu wszystko wypadało mu z rąk, nic się nie udawało, rozbijało, rozlewało i co najważniejsze - zauważył, że ktoś go śledzi. W końcu zorientował się, że pech towarzyszy mu od dnia w którym znalazł jajo. Opowiedział o tym panom detektywom. Wszyscy stwierdzili, że to nietypowe jajo nie jest jajem ssaka żyjącego współcześnie na ziemi. Postanowili to sprawdzić i umieścili jajo w inkubatorze.
Od tego momentu również w ich biurze zaczęło się dziać coś dziwnego. Detektywi co rano znajdowali ślady czyjejś obecności - rozrzucone papiery, błoto na podłodze i wielkie ślady łap odciśniętych przed budynkiem. Ktoś w tajemniczy sposób czuwał nad jajem. Detektywi postanowili to sprawdzić i zaczaili się nocą w biurze na tajemniczą postać. Niestety nie udało im się odkryć kto to jest. Próbowali kilka razy, ale Tajemniczy Ktoś był nieuchwytny.
Pewnego dnia ponownie do biura przyszedł Emil. Wystraszony opowiedział, że natknął się w okolicach budynku na stwora. Stwór siedział i płakał. Wszyscy pobiegli go szukać. Wkrótce w ciemnym zakamarku ogrodu znaleźli przerażone stworzenie. Swym wyglądem przypominał dinozaura.
Po rozmowie z nim okazało się, że pochodzi z przeszłości z ery mezozoicznej. Trafił tu zupełnie przypadkowo wraz ze swoim synkiem – jajem, które ma się lada moment wykluć. Wpadając do dziury w pniu drzewa okazało się, że wpadli do czasoprzestrzeni i nagle znaleźli się w XXI wieku. Utknęli
w czasie i nie mogą wyjść. Stwór opowiedział, że wszystko go tutaj przeraża. Boi się ludzi, którzy chcieli zrobić mu krzywdę, ale jest szczęśliwy, że czuwa nad swoim synkiem. Wie, że czeka na nich zrozpaczona Mama Dina.
Detektywi i Emil postanowili pomóc dinozaurowi Reksowi. Od zaprzyjaźnionego naukowca przynieśli maszynę - Wehikuł Czasu, w którym umieścili Reksa i jego synka - jajo. Nagle zahuczało, zabrzęczało i w górę wystrzelił wielki słup ognia i dymu. Po przybyszach nie było śladu.
Wszyscy zastanawiali się czy udało im się dotrzeć na miejsce. Wyjaśniło się to po pewnym czasie, gdy archeolodzy odkopali na terenie Gór Świętokrzyskich kości dinozaura przy których znajdował się medalion z napisem „Emil z kl. II a”. Emil przypomniał sobie, że podarował ją na pożegnanie Reksowi, który bardzo chciał mieć przy sobie coś, co będzie przypomniało mu o dziwnej przygodzie z przyszłością i o małym człowieczku, który uratował jego synka – Tajemnicze Jajo.


Pozostałe prace uczniów klasy II a, które brały udział w konkursie :

Kategoria: Bajka, Antonina Grochowska – uczennica klasy II a. Tytuł „Zaginione kotki”

Była sobie staruszka, która nie miała nikogo bliskiego. Dokarmiała więc koty mieszkające w piwnicy jej bloku. Codziennie o świcie zanosiła im miseczki z jedzeniem, wodą i mlekiem, a przy okazji sprawdzała, czy koty nie mają pcheł i czy niczego im nie brakuje. Dlatego sąsiedzi z bloku mówili na nią „kocia mama”. Gdy staruszka wychodziła na spacer lub po sprawunki, koty gromadziły się wokół niej i nie odstępowały na krok. Towarzyszyły jej w drodze do sklepu, do banku i na pocztę. Raz nawet pojechały z nią tramwajem. Takie wyprawy zdarzały się jednak rzadko. Na co dzień życie staruszki płynęło spokojnie, a koty słuchały się jej jak własnej matki. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło. Rano, gdy jak zawsze poszła do piwnicy nakarmić koty zobaczyła, że ich tam nie było. Rozejrzała się wokół, ale nic nie dostrzegła. Czym prędzej udała się do biura detektywistycznego "Po Nitce do Kłębka”, ale biuro było zamknięte, z powodu choroby detektywów. Postanowiła, więc wziąć sprawy w swoje ręce. Wróciła do domu i zeszła do piwnicy. Rozejrzała się jeszcze raz i tuż obok miseczki z wodą zauważyła starą skórzaną rękawiczkę. Obejrzała ją dokładnie. Przypomniała sobie, że wczoraj widziała taką samą w sklepie. Poszła tam i spytała sprzedawczynię, kto ostatnio kupił takie rękawiczki. Odpowiedziała jej, że wczoraj nie było jej w pracy, ale może zapytać koleżankę - kto ostatnio kupił takie rękawiczki? Odpowiedziała jej, że nie wie kto to jest, ale mogą sprawdzić monitoring i zobaczyć jak wygląda. Po obejrzeniu nagrań z monitoringu, okazało się, że to był pan Janusz - jej sąsiad. Czym prędzej poszła do jego mieszkania. Zapukała do drzwi, ale nikt nie odpowiadał, więc staruszka postanowiła przyjść tu jutro. Następnego dnia, gdy ponownie zapukała drzwi otworzył jej pan Janusz. Zapytała go czy był ostatnio w piwnicy. Powiedział, że dwa dni temu był w piwnicy i spotkał tam kilka kotów, więc odwiózł je do schroniska. Staruszka poszła na przystanek i czym prędzej pojechała autobusem do najbliższego schroniska dla kotów. Odebrała stamtąd swoje ulubione kotki i wróciła do domu. Postanowiła od teraz trzymać je w mieszkaniu. Tydzień później usłyszała dziwny pisk dochodzący z jej szafy. Otworzyła szafę i ujrzała tam pięć malutkich kotków. Pierwszego z nich nazwała Łatek, ponieważ na całym ciele miał białe łatki. Drugiemu nadała imię Gienio, trzeciemu – Ksenon, następnemu Bucior, a ostatniemu Szpieg. Gdy kotki podrosły postanowiła je oddać w dobre ręce. Wydrukowała ogłoszenia i powiesiła je na słupie z ogłoszeniami. Następnego dnia zadzwoniły do niej cztery osoby, które chciały przygarnąć kotka. Zabrali Łatka, Gienia, Buciora i Ksenona. W domu staruszki został jeszcze Szpieg. Postanowiła oddać go panu Januszowi. Sąsiad chętnie przyjął kotka i podziękował sąsiadce serdecznie. Od tego czasu, często spotykali się, karmili koty, rozmawiali i chodzili razem na spacery. Staruszka częściej się uśmiechała, stała się szczęśliwą i nie była już tak samotna.

Kategoria: Bajka , Agnieszka Pietras – uczennica klasy II a. Tytuł „Złotowłosa dziewczynka ”

Była sobie staruszka, która nie miała nikogo bliskiego. Dokarmiała więc koty mieszkające w piwnicy jej bloku. Codziennie o świcie zanosiła im miseczki z jedzeniem, wodą i mlekiem, a przy okazji sprawdzała, czy koty nie mają pcheł i czy niczego im nie brakuje. Dlatego sąsiedzi z bloku mówili na nią „kocia mama”. Gdy staruszka wychodziła na spacer lub po sprawunki, koty gromadziły się wokół niej i nie odstępowały na krok. Towarzyszyły jej w drodze do sklepu, do banku i na pocztę. Raz nawet pojechały z nią tramwajem. Takie wyprawy zdarzały się jednak rzadko. Na co dzień życie staruszki płynęło spokojnie, a koty słuchały się jej jak własnej matki. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło…Staruszka wychodząc z domu, aby nakarmić swoje kotki - życiowych towarzyszy, napotkała śliczną dziewczynkę. Miała ona złote włosy lśniące niczym słońce na niebie, ubrana była w sukienkę w kwiatki i białe buciki. Staruszka bardzo się zdziwiła. Podeszła do dziewczynki i zapytała ją jak ma na imię -dziewczynka odpowiedziała, że Zosia ma na imię. Starsza pani zaprosiła Zosię do domu. Dziewczynka opowiedziała jej swoją historię, że wyszła z rodzicami na poranny spacer i zobaczywszy motylka pobiegła za nim. Rodzice ją wołali ,ale ona była zbyt przejęta gonitwą za wspaniałym owadem. Zosia była jedynym dzieckiem swoich rodziców, była więc rozpieszczana przez nich i rzadko ich słuchała. Staruszka była bardzo szczęśliwa, że ma w końcu z kim porozmawiać, ale jednocześnie myślała jak pomóc Zosi w odnalezieniu domu. Zosia mieszkała w domu staruszki. Była szczęśliwa u babci bo tak ją nazywała. Mijały dni rodzice rozpaczliwie szukali swojej córki. Razem z Zosią chodziła do pobliskiego lasu na grzyby i jagody. Nikt nie interesował się babcią skąd ma taką śliczną dziewczynkę, bo była uważana w swojej miejscowości za dziwaczkę. Minął tydzień, potem drugi a Zosia choć jej było dobrze u babci to bardzo tęskniła za swoimi rodzicami. Starała się tego nie okazywać, aby nie zranić babci. Pewnego dnia babcia powiedziała do dziewczynki: dzisiaj pójdziemy rozejrzeć się po mieście. Zosia nie wiedziała co babcia ma na myśli. Babcia miała na myśli odnalezienie rodziców dziewczynki. Od tej pory bardzo często wychodziły razem na rynek miasta w nadziei, że ktoś rozpozna dziewczynkę. Zosia była bardzo szczęśliwa bo babcia kupowała jej pyszne lody i ciasteczka podczas każdej wyprawy. Nastał następny dzień, któryś z kolei, babcia znów zabrała swoją wnusię do miasteczka, kupiła jak zwykle lody i usiadły obie na ławce aby je zjeść. Nagle podchodzi do nich dwoje bardzo smutnych ludzi. To nasze dziecko! Krzyknęli. Zaniepokojona babcia przytuliła dziewczynkę do siebie, bo nie wiedziała co ci ludzie chcą od nich. Staruszka słysząc ich słowa zapytała Zosię: Czy znasz tych ludzi? Zosia spojrzała i uśmiechnęła się. Babciu to moi rodzice. Wszyscy podziękowali starszej pani za opiekę nad Zosią i mieli już wyruszać w drogę powrotną do domu, gdy nagle Zosia krzyknęła: A gdzie babcia, przecież nie zostawimy jej tutaj. Rodzice uśmiechnęli się do siebie i powiedzieli, że jeśli babcia się zgodzi to może ich odwiedzać, a nawet z nami zamieszkać. Tak więc i dziewczynka i staruszka otrzymali szczęście od losu. Staruszka była szczęśliwa podwójnie bo otrzymała i rodzinę i upragnioną wnuczkę, której nigdy nie miała.

Kategoria: Bajka, Bartosz Kisiel – uczeń klasy II aTytuł „Kotka Zosia ”

Była sobie staruszka, która nie miała nikogo bliskiego. Dokarmiała więc koty mieszkające w piwnicy jej bloku. Codziennie o świcie zanosiła im miseczki z jedzeniem, wodą i mlekiem, a przy okazji sprawdzała, czy koty nie mają pcheł i czy niczego im nie brakuje. Dlatego sąsiedzi z bloku mówili na nią „kocia mama”. Gdy staruszka wychodziła na spacer lub po sprawunki, koty gromadziły się wokół niej i nie odstępowały na krok. Towarzyszyły jej w drodze do sklepu, do banku i na pocztę. Raz nawet pojechały z nią tramwajem. Takie wyprawy zdarzały się jednak rzadko. Na co dzień życie staruszki płynęło spokojnie, a koty słuchały się jej jak własnej matki. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło…
Był piątkowy poranek. Staruszka jak co dzień wybrała się na spacer do parku z gromadką futrzastych przyjaciół. Szła pierwsza, a za nią kotka Zosia - najmłodsza , którą starsza pani znalazła zmarzniętą nad rzeką. Za nią dumnie kroczył kot Teodor, kotka Teofila i łaciaty Zyzio. Nagle staruszka usłyszała płacz dziewczynki siedzącej na ławce.
- Dlaczego płaczesz?
- Jestem smutna bo dziś odeszła moja najlepsza przyjaciółka Pusia .
- Bardzo mi przykro. To przykre kiedy odchodzą bliscy nam ludzie.
- Ale Pusia to nie człowiek! To moja ukochana kicia!
Staruszka usiadła obok niej na ławce.
-Jak ci na imię ? - spytała pani.
-Jestem Basia, mam 7 lat i mieszkam w tym bloku pod "4".
-To jesteśmy sąsiadkami! Ja mieszkam pod "5", jestem Pani Stasia. Wiem, że jest ci smutno , ale wszystkie kotki, które od nas odchodzą trafiają do "kociego nieba", jest ono z kolorowej włóczki, puszystych piórek i miękkich poduszek. Koty czują się jak w raju! Zajadają ulubione smakołyki.
Kotka pani Stasi - Zosia wskoczyła na kolana Basi i zaczęła głośno mruczeć.
- Ale z ciebie pieszczoszka? - uśmiechnęła się Basia.
- Widać bardzo cię polubiła.
- Czy mogę pójść z wami na spacer?
- Oczywiście! Wybieramy się do sklepu po karmę dla kociaków.
Przez całą drogę kotka Zosia nie odstępowała Basi na krok. W drodze powrotnej Basia zapytała czy mogłaby czasami pobawić się z kotkami.
- Oczywiście! Zapytaj rodziców o zgodę.
-Tak zapytam - powiedziała Basia tuląc kotkę na pożegnanie.
Przez następne dni Basia odwiedzała staruszkę. Bardzo zżyła się z panią Stasią i kotką Zosią. Pewnego dnia Basia zapytała czy Zosia mogła by z nią zamieszkać?
- Posiadanie własnego zwierzątka to bardzo odpowiedzialne zadanie.
-Wiem ale, bardzo pokochałam Zosię i zrobię wszystko by była szczęśliwa w moim domu.
- Dobrze! Zapytaj rodziców czy to nie będzie dla nich kłopot?
- Super - ucieszyła się Basia i pobiegła prosto do domu.
Następnego dnia dziewczynka przybiegła do staruszki.
- Udało się! Zgodzili się! Zosia może ze mną zamieszkać! - Bardzo się cieszę, że masz przyjaciółkę Basiu, dbaj o nią.
- Już wszystko przygotowałam: legowisko, miseczki, zabawki i drapak czekają na Zosię. Od tego dnia Basia i Zosia stały się nierozłączne. Często odwiedzają panią Stasię, której życie odmieniło się w dniu kiedy spotkała Basię. Zyskała małą towarzyszkę, dzięki której zniknęła samotność z jej życia.

Kategoria: Bajka, Piotr Król – uczeń klasy II a, Tytuł „Babcia i koty na stadionie ”


Była sobie staruszka, która nie miała nikogo bliskiego. Dokarmiała więc koty mieszkające w piwnicy jej bloku. Codziennie o świcie zanosiła im miseczki z jedzeniem, wodą i mlekiem, a przy okazji sprawdzała, czy koty nie mają pcheł i czy niczego im nie brakuje. Dlatego sąsiedzi z bloku mówili na nią „kocia mama”. Gdy staruszka wychodziła na spacer lub po sprawunki, koty gromadziły się wokół niej i nie odstępowały na krok. Towarzyszyły jej w drodze do sklepu, do banku i na pocztę. Raz nawet pojechały z nią tramwajem. Takie wyprawy zdarzały się jednak rzadko. Na co dzień życie staruszki płynęło spokojnie, a koty słuchały się jej jak własnej matki. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło.
Doszło do awarii. W piwnicy, w której mieszkały koty, pękła rura z wodą. Całe kocie mieszkanie zastało zalane. Sytuacja kociej rodziny była naprawdę trudna, ponieważ była jesień i nocami bywało naprawdę zimno. Starsza pani bez zastanowienia postanowiła przygarnąć koty. Staruszka mieszkała sama, więc bez problemu w jej mieszkaniu znalazło się miejsce dla wszystkich czterech kotów. Kotki czasami robiły trochę bałaganu, ale staruszka mimo to była bardzo zadowolona z ich obecności. One dawały jej pewność, że w jej domu zawsze jest ktoś, kto na nią czeka. Koty też były zadowolone z nowych, wygodnych warunków życia. Szczególnie upodobały sobie wylegiwanie się na miękkich poduszkach salonowej kanapy.
Obopólne korzyści ze wspólnego mieszkania spowodowały, że nawet po remoncie piwnicy kotki zostały już z babcią na zawsze. Wieść o troskliwej staruszce rozeszła się szybko po całej okolicy. Prezydent miasta, po tym jak poznał tą wspaniałą historię, postanowił nagrodzić starszą panią. Ufundował jej podróż do dowolnie wybranego miasta w Europie.
Kocia mama postanowiła zwiedzić niemieckie miasto Monachium, a koty oczywiście zabrała ze sobą. Okazało się, że Staruszka jest fanką piłki nożnej. Jej idol to oczywiście Robert Lewandowski. Główną atrakcją tej wizyty było oczywiście zwiedzanie stadionu i kibicowanie drużynie Roberta w meczu Bayern Monachium kontra FC Barcelona. Mecz był pięknym widowiskiem a Bayern wygrał 3:1. Nie obeszło się jednak bez śmiesznej historii. Podczas meczu jeden kotek uciekł starszej pani z rąk i pobiegł prosto na środek stadionowej murawy. Sędzia musiał na chwilę przerwać mecz. Kotek tak się wystraszył tej całej sytuacji, że od razu dał się złapać. Po kilku minutach staruszka odzyskała niesfornego kociaka. Po meczu podszedł do niej starszy pan, który zainteresował się kociakami. Był to pan Stasio. On również jest fanem piłki nożnej i tak samo jak nasza staruszka mieszka samotnie z kotami.
Staruszkowie wracali do Polski tym samym samolotem. Z powodu wspólnych zainteresowań bardzo szybko się za przyjaźnili. Mieszkali w tym samym mieście, więc mogli się często widywać. Ich koty również się polubiły, uwielbiały wspólną zabawę i spacery.
Tak oto, za sprawą bezdomnych kotów życie staruszki odmieniło się nie do poznania. Nie była ona już samotna a jej życie nabrało kolorów.

Kategoria: Bajka, Amelia Markiewicz – uczennica klasy II a. Tytuł „Kocia mama”

Była sobie staruszka, która nie miała nikogo bliskiego. Dokarmiała więc koty mieszkające w piwnicy jej bloku. Codziennie o świcie zanosiła im miseczki z jedzeniem, wodą i mlekiem, a przy okazji sprawdzała, czy koty nie mają pcheł i czy niczego im nie brakuje. Dlatego sąsiedzi z bloku mówili na nią „kocia mama”. Gdy staruszka wychodziła na spacer lub po sprawunki, koty gromadziły się wokół niej i nie odstępowały na krok. Towarzyszyły jej w drodze do sklepu, do banku i na pocztę. Raz nawet pojechały z nią tramwajem. Takie wyprawy zdarzały się jednak rzadko. Na co dzień życie staruszki płynęło spokojnie, a koty słuchały się jej jak własnej matki. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło. Gdy staruszka jak co dzień nakarmiła swoje kotki, wszyscy wybrali się na spacer. Staruszka przodem, a koty za nią, przechodzili na drugą stronę ulicy aby dojść do parku. Wszyscy kierowcy z miasteczka znali staruszkę i gdy przepuszczali ją na przejściu dla pieszych czekali, aż ostatni kot przejdzie na drugą stronę. Jednak nie wszyscy byli tak uprzejmi w miasteczku dla staruszki, byli także złośliwi sąsiedzi, którym przeszkadzało miauczenie kotów, kilka razy próbowali nawet wystraszyć kocią zgraje wystrzałami. Jednak kocia rodzina trzymała się zawsze blisko staruszki. Tym razem było tak samo. Na spacerze była też kotka która spodziewała się małych kociąt, staruszka niosła ja na rękach .
I to właśnie tu, w parku urodziły się trzy małe kotki, kobieta zdjęła chusteczkę z głowy i zawinęła w nią kotki i wraz z ich mamą kotką i pozostałymi kotami ruszyła w stronę domu. Jednak gdy tuliła kociątka, aby było im cieplutko, nagle usłyszała jak kociaki ludzkim głosem przemawiają do niej-dziękując jej że nie zostawiła ich w parku, mówiły że są głodne. Kobieta nie wierzyła własnym uszom i jak najszybciej ruszyła w stronę domu. Gdy tylko przekroczyła próg mieszkania rozwinęła chustkę, a kotki zaczęły rozmawiać z nią. Staruszka ucieszyła się że w końcu ma z kim porozmawiać, bo sąsiedzi niestety nigdy nie mieli na to czasu. Kobieta bardzo się zżyła się z kociętami. Ludzie mieszkający w bloku dziwili się, że słyszą rozmowy dochodzące z mieszkania staruszki, nigdy wcześniej nikt nie odwiedzał jej, a teraz było słychać śmiechy i rozmowy. Kobieta była bardzo szczęśliwa że w końcu miała z kim podzielić się nie tylko smutkami ale i radosnymi wiadomościami, a dzięki kotkom poznawała problemy innych kotów. Jednak sielanka nie trwała długo.
W trakcie spaceru staruszki z kotami ktoś zaczaił się w parku w krzakach uderzył staruszkę w głowę i odebrał jej trzy zaczarowane kotki. Staruszka upadła nieprzytomna. Pozostałe koty, aby pomóc zaczęły głośno miauczeć, aż usłyszał je dozorca który natychmiast wezwał karetkę. Pozostałe koty zostały chwilowo pod opieką dozorcy. Gadające kotki sprzedano do cyrku. Gdy staruszka wyszła ze szpitala postanowiła tą napaść zgłosić na policję. Policjanci bardzo szybko namierzyli sprawców, a byli to sąsiedzi staruszki. Pieniądze które zdobyli ze sprzedaży kotków oddali staruszce, a ona otworzyła schronisko dla kotów. Trzy małe kotki uwolniły się z cyrku i po kilku dniach dotarły do staruszki. Żyli razem długo i szczęśliwie jeszcze przez wiele lat.

Kategoria: Bajka, Aurelia Wójtowicz – uczennica klasy II a. Tytuł „SAMOTNA STARUSZKA ”

Była sobie staruszka , która nie miała nikogo bliskiego . Dokarmiała więc koty mieszkające w piwnicy jej bloku . Codziennie o świcie zanosiła im miseczki z jedzeniem , wodą i mlekiem , a przy okazji sprawdzała , czy koty nie mają pcheł i czy niczego im nie brakuje . Dlatego sąsiedzi z bloku mówili na nią ,,kocia mama '' . Gdy staruszka wychodziła na spacer lub po sprawunki , koty gromadziły się wokół niej i nie odstępowały na krok . Towarzyszyły jej w drodze do sklepu , do banku i na pocztę . Raz nawet pojechały z nią tramwajem . Takie wyprawy zdarzały się jednak rzadko . Na co dzień życie staruszki płynęło spokojnie , a koty słuchały się jej jak własnej matki . Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło ... Gdy szła do banku bez kotów , na chodniku znalazła małego szczeniaczka , który był bezdomny . Wzięła go i poszła do domu . Gdy koty dowiedziały się , że mają nowego członka rodziny bardzo się zdziwiły . Na początku staruszka się nim tak dużo nie zajmowała , ale po trzech tygodniach troszczyła się o niego jak o własnego syna . Kotom już nie poświęcała tyle uwagi . Szczeniak był coraz większy i pochłaniał staruszce całe dnie , że o kotach całkiem zapomniała . Niektóre koty czuły się opuszczone i uciekły szukając nowego domu . Zostało tylko cztery i w piwnicy zapanowała wielka pustka i cisza . Gdy staruszka zajrzała do piwnicy zdała sobie sprawę , że zostawiła swoje pieszczoszki na pastwę losu . Zyskała nowego przyjaciela a straciła starych . Zostały tylko cztery koty biało-czarne . Gdy staruszka spojrzała na nie , pomyślała : gdybym była kotem nie byłabym samotna i powiedziała : chodźcie, szczeniaka już nie ma, wrócił do swojego domu . Wszyscy byli szczęśliwi , że się odnalazł a ja myślałam, że jest sam na świecie . Proszę, macie całą kanapę dla siebie .
Pewnej nocy przyszedł następny pies , ale był stary , chudy i wygłodzony . Gdy go przyjęła był całkiem inny niż tamten szczeniak, położył się na pomarańczowym dywanie i zasnął . Koty go polubiły , bo nie zajmował zbyt dużo czasu staruszce i gdy przyszło lato razem się bawiły . Wystarczyło mu to, że nie był samotny, miał przyjaciół, nie czuł się odtrącony i opuszczony... Pamiętajcie , dbajcie o swoich przyjaciół , żeby was nie opuścili. Przyjaźń jest bardzo ważna w życiu . Kto ma przyjaciół , będzie szczęśliwy i nigdy nie będzie samotny . Zapukajcie do sąsiada , może chciałby z wami porozmawiać...

Kategoria: Bajka, Kacper Bartoś – uczeń klasy II a Tytuł „Staruszka w Monachium ”


Była sobie staruszka ,która nie miała nikogo bliskiego. Dokarmiała więc koty mieszkające w piwnicy jej bloku. Codziennie o świcie zanosiła im miseczki z jedzeniem, wodą i mlekiem, a przy okazji sprawdzała, czy koty nie mają pcheł i czy niczego im nie brakuje. Dlatego sąsiedzi z bloku mówili na nią ''kocia mama''. Gdy staruszka wychodziła na spacer lub po sprawunki, koty gromadziły się wokół niej i nie odstępowały na krok. Towarzyszyły jej w drodze do sklepu, do banku i na pocztę. Raz nawet pojechały z nią tramwajem. Takie wyprawy zdarzały się jednak rzadko. Na co dzień życie staruszki płynęło spokojnie, a koty słuchały się jej jak własnej matki. Jednak pewnego dnia wszystko się zmieniło. Pani Zosia dostała list od swojej koleżanki, która mieszkała w Monachium w Niemczech, w którym zaprasza ją do siebie. Wraz z listem przysłała jej bilet lotniczy. Pani Zosia bardzo się ucieszyła, gdyż dawno nie widziała swojej koleżanki, a jednocześnie posmutniała bo wiedziała że będzie tęskniła za swoimi kocimi przyjaciółmi, którym nadała imiona : Łatek , Ciapek , Kudłatek . Staruszka nazajutrz spakowała się i była gotowa do podróży. Przed odjazdem poprosiła sąsiadów, aby doglądali i karmili koty w czasie jej nieobecności. Gdy pożegnała się z czworonożnymi przyjaciółmi, wsiadła do tramwaju i pojechała na lotnisko. Pani Zosia była bardzo podekscytowana, gdyż pierwszy raz leciała samolotem. Podróż minęła jej spokojnie a gdy przysnęła przyśniły jej się kotki, które bawiły się kłębkiem wełny. Gdy samolot wylądował, staruszka spotkała się z koleżanką i poszły do domu aby pani Zosia mogła odpocząć po podróży. Przy herbacie opowiedział historię kotków, które mieszkały w piwnicy jej bloku, za którymi już trochę tęskniła. Korzystając z tego że kobieta nigdy nie wyjeżdżała z Polski chciała jak najwięcej zwiedzić i zobaczyć. Zaczęły jeszcze dziś. Pierwszym obiektem była Katedra Najświętszej Marii Panny na Starym Mieście i Plac Mariacki, który był w pobliżu. Gdy zapadał zmrok miasto wyglądało jeszcze piękniej. I tak przez kolejne dni pani Zosia zobaczyła Stary i Nowy Ratusz, dawną Rezydencję Królewską, kościoły świętego Michała i świętego Piotra, Starą i Nową Pinakotekę czyli muzea sztuki i gliptotekę. Aby odpocząć kobiety wybrały się na obiad z deserem. Ostatnim punktem zwiedzania był oczywiście Alianz Arena czyli stadion piłkarski jeden z najnowocześniejszych na świecie, który mieści 70 tysięcy kibiców. Nagle ktoś zaczepił kobiety. Pani Zosia nie mogła uwierzyć był to Robert Lewandowski- najlepszy polski piłkarz, który gra w drużynie Bayernu i jest w niej jedynym Polakiem. Usiedli razem na trybunach i zaczęli rozmawiać. Okazało się że jest on bardzo miłym, sympatycznym młodym człowiekiem, mimo swej popularności. Na pamiątkę wszyscy zrobili sobie zdjęcie i pożegnali się. Kobieta wsiadając do samolotu była bardzo szczęśliwa, że zobaczyła tyle wspaniałych miejsc i że poznała tak znaną osobę. Ale chyba najbardziej cieszyła się że wraca już do domu i do swoich kociąt, bo wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Gdy pani Zosia rano obudziła się w swoim łóżku nie wiedziała, czy to był sen czy rzeczywistość. Pewne było tylko to, że przed blokiem czekały już na nią stęsknione trzy kotki.

Kategoria: Tajemnica, Malwina Mróz – uczennica klasy II a.Tytuł : „Jak Emil został detektywem ? “

Gdy Alojzy Nitka i Ziemowit Kłębek zakładali biuro detektywistyczne „Po Nitce do Kłębka”, nawet nie sądzili, że będą mieli tak dużo roboty. Już pierwszego dnia zaczęli zgłaszać się do nich obywatele pragnący wyjaśnić różne tajemnicze sprawy. Większość z tych zagadek nie przysparzała panom Alojzemu i Ziemowitowi większych trudności. Aż do dnia, kiedy do drzwi ich biura zapukał pewien niepozorny chłopiec. Miał na imię Emil. Ubrany był całkiem zwyczajnie, mówił cicho i trochę się jąkał. Ów Emil twierdził, że ktoś go śledzi i być może chce go porwać. A wszystko przez to, że tydzień temu chłopiec znalazł na ulicy tajemnicze pudełeczko, które nie dało się otworzyć. Wziął więc pudełeczko do domu i próbował zobaczyć co jest w środku. Jednak nie dał rady, a robiło się już ciemno. Emil poszedł spać. Rano, gdy przygotowywał się do szkoły zauważył , że pudełeczko zaczyna samo się otwierać. Podszedł do niego i zobaczył błyszczący kamień. Od tej pory prześladują go różne strachy i informacje z pogróżkami. Zgłosił się więc o pomoc do biura detektywistycznego "Po Nitce do Kłębka". Alojzy i Ziemowit przeszli wiele przygód wyjaśniając tę sprawę. Pierwszego dnia musieli obronić Emila od stada pcheł, które miały być włożone mu do kieszeni, jeżeli nie odniesie pudełeczka ciemną nocą do lasu. Następnie miał otrzymać obiad w szkolnej stołówce z muchami. Kolejnego dnia został związany i miał być wywieziony do lasu, ale detektywi zakończyli tą sprawę. Rozpoznali sprawców, którymi okazali się chłopcy ze starszej klasy. Emil oddał pudełeczko z kamieniem, który okazał się czarodziejski. Spełnił marzenia chłopców i cała sprawa zakończyła się sukcesem dla firmy detektywistycznej i Emila. Po tym wydarzeniu Alojzy i Ziemowit zaprosili Emila do współpracy w ich firmie detektywistycznej. Emil od pierwszego dnia wziął się do pracy, ponieważ już od dawna nie dawała mu spokoju niewyjaśniona sprawa znikających długopisów. Często uczniowie zgłaszali, że znów zginął im długopis. Nauczyciele rozmawiali z uczniami, ale nie udało im się znaleźć winowajcy. Emil postanowił, że wykorzysta długopisy z ukrytymi sygnałami dźwiękowymi. Rozdał przyjaciołom długopisy, ale nikt nie wiedział, że będą służyć do wykrycia złodziei. Po dwóch pierwszych lekcjach okazało się, że niektóre długopisy już zniknęły. Emil użył pilota naciskając przycisk, po którym rozległ się piskliwy dźwięk długopisów. Wystraszeni sprawcy zaczęli uciekać ze szkoły pozostawiając swoje plecaki ze skradzionymi długopisami. Emil był bardzo dumny z rozwiązania sprawy, a czterech chłopców ukarano pracami porządkowymi na rzecz szkoły i tak dzięki pomysłowi Emila, długopisy już więcej nie ginęły uczniom, a szkoła lśniła czystością, dzięki pracy winowajców kradzieży. Tak oto tajemnica przestała, być tajemnicą, a otoczenie szkoły rozkwitło pięknymi kwiatami, posadzonymi przez członków długopisowej szajki.

Kategoria: Tajemnica, Aleks Cielma – uczeń klasy II a Tytuł „ Tajemnica Emila ”

Gdy Alojzy Nitka i Ziemowit Kłębek zakładali biuro detektywistyczne „Po Nitce do Kłębka”, nawet nie sądzili, że będą mieli tak dużo roboty. Już pierwszego dnia zaczęli zgłaszać się do nich obywatele pragnący wyjaśnić różne tajemnicze sprawy. Większość z tych zagadek nie przysparzała panom Alojzemu i Ziemowitowi większych trudności. Aż do dnia, kiedy do drzwi ich biura zapukał pewien niepozorny chłopiec. Miał na imię Emil. Ubrany był całkiem zwyczajnie, mówił cicho i trochę się jąkał. Ów Emil twierdził, że ktoś go śledzi i być może chce go porwać. A wszystko przez to, że tydzień temu chłopiec znalazł na ulicy tajemniczą paczkę. Zabrał ją do domu. Wracając, miał wrażenie, że ktoś go śledzi. W domu był strasznie ciekawy co jest w tej paczce. Otworzył paczkę, a w środku były bardzo stare zdjęcia miasta, w którym mieszka. Gdy Emil poszedł z rodzicami do dziadków i pokazał im zdjęcia, dziadkowie rozpoznali na zdjęciach miejsca z własnego dzieciństwa i młodości, których obecnie już nie ma. Na zdjęciu dziadek rozpoznał szkołę, do której kiedyś chodził. Były też miejsca, w których dziadkowie razem po szkole spędzali dużo czasu, np. kino, w którym umawiali się na randki, park gdzie godzinami spacerowali, marząc o swojej przyszłości i tym czym będą się zajmować. W takcie wspomnień dziadkowie wyjęli swoje stare zdjęcia i razem z Emilem przenieśli się w czasy swojego dzieciństwa i młodości, które były bardzo barwne a niekiedy szalone. Babcia z dziadkiem doradzili Emilowi, żeby oddał te zdjęcia do muzeum, gdzie będą bezpieczne a jednocześnie będą pięknym i ciekawym wspomnieniem dla ludzi starszych i ciekawą lekcją historii dla ludzi młodych. Następnego dnia Emil wybrał się z rodzicami do muzeum i oddał zdjęcia. W nagrodę otrzymał darmowy wstęp do muzeum dla całej rodziny i podziękowanie. Panowie detektywi bardzo poważnie potraktowali sprawę Emila. Na zmianę prowadzili obserwację i rzeczywiście okazało się, że chłopcu się nie wydawało. Ponieważ był śledzony przez szalonego profesora historii, a detektywi dowiedzieli się, że jest to człowiek bardzo niebezpieczny, który za wszelką cenę będzie chciał zdobyć znalezione zdjęcia. Profesor planował przejęcie zdjęć, ponieważ nie wiedział, że Emil oddał je już do muzeum. Detektywi wszystko wyjaśnili rodzicom Emila i wspólnie zdecydowali, że trzeba to zgłosić na policję. Następnego dnia, gdy Emil wracał ze szkoły, szalony profesor znów go śledził, a panowie policjanci wkroczyli do akcji. Pan profesor został zatrzymany, a w trakcie śledztwa przyznał się, że próbował zdobyć zdjęcia znalezione przez Emila, ale dowiedział się, że Emil już ich nie ma i że są one w muzeum. W szkole Emil pochwalił się, że znalazł skarb, a były to bardzo stare zdjęcia ich miasta, i że oddał je do muzeum. Wspomniał też o śledzącym go szalonym profesorze, który próbował zdobyć cenne zdjęcia. Pani wychowawczyni powiedziała, że Emil jest małym bohaterem, a wśród swoich kolegów i koleżanek zyskał wielkie uznanie i szacunek. Od tamtej pory Emil wracając do domu ma nadzieję, że trafi jeszcze na jakiś skarb i wiedział też, że w przypadku jakichkolwiek trudności może liczyć na pomoc detektywów, którzy w sposób bardzo rzetelny podchodzą do wykonywania swoich obowiązków.

Kategoria: Tajemnica, Maksymilian Pietrzak – uczeń klasy II a Tytuł „Tajemnica pierścienia”


Gdy Alojzy Nitka i Ziemowit Kłębek zakładali biuro detektywistyczne „Po Nitce do Kłębka”, nawet nie sądzili, że będą mieli tak dużo roboty. Już pierwszego dnia zaczęli zgłaszać się do nich obywatele pragnący wyjaśnić różne tajemnicze sprawy. Większość z tych zagadek nie przysparzała panom Alojzemu i Ziemowitowi większych trudności. Aż do dnia, kiedy do drzwi ich biura zapukał pewien niepozorny chłopiec. Miał na imię Emil. Ubrany był całkiem zwyczajnie, mówił cicho i trochę się jąkał. Ów Emil twierdził, że ktoś go śledzi i być może chce go porwać. A wszystko przez to, że tydzień temu chłopiec znalazł na ulicy piękny, złoty pierścień, który jak się później okazało był skradziony. Emil o tym jeszcze nie wiedział i oddał znalezisko na policję, gdzie powiedziano mu o kryminalnej przeszłości tego przedmiotu. Na podstawie samych podejrzeń, policjanci nic nie mogli zrobić, więc chłopiec wyszedł z komisariatu z poczuciem strachu i niepewności. Był w stanie zrobić wszystko, żeby tylko poczuć się bezpieczniej. Wpadł więc na pomysł, żeby skorzystać z usług biura detektywistycznego. Budynek ten był ogromny, a w środku panował intensywny zapach perfum. Po wejściu zobaczył kilkoro ludzi, którzy uzupełniali dokumenty. Detektywi zgodzili się mu pomóc. Zaczaili się nieopodal Emila, dzięki czemu zobaczyli kto go śledzi. Na szczęście udało im się złapać owego mężczyznę i go przesłuchać. Początkowo złapany nie chciał z nimi współpracować, ale potem dał za wygraną i wszystko im opowiedział.
- Od dłuższego już czasu planowałem okraść dom pewnej, bogatej rodziny, a szczególnie zależało mi na ich starym, drogocennym pierścieniu. Zdobyłem go, ale niestety w drodze powrotnej zorientowałem się, że łup wypadł mi z podartej kieszeni i potoczył się gdzieś na ulicę. Wtedy spostrzegłem chłopca podnoszącego moją zdobycz z ziemi i kierującego się w stronę posterunku policji. Musiałem działać, więc postanowiłem go śledzić. Miałem zamiar zastraszyć chłopaka, żeby oddał mi biżuterię i nie drążył dłużej tej sprawy, ponieważ bałem się, że mogę pójść do więzienia. Chodziłem za Emilem przez kilka dni szukając okazji do rozmowy. W pewnym momencie, zupełnie niespodziewanie mnie złapaliście i tak oto się tu znalazłem. To już cała historia. Detektywi zabrali mężczyznę na komisariat, a Emil po wyjaśnieniu sprawy wreszcie poczuł się bezpiecznie.

Kategoria: Tajemnica, Olivia Woźniak – uczennica klasy II a. Tytuł „Zagadka starej kamienicy ”

Gdy Alojzy Nitka i Ziemowit Kłębek zakładali biuro detektywistyczne „Po Nitce do Kłębka”, nawet nie sądzili, że będą mieli tak dużo roboty. Już pierwszego dnia zaczęli zgłaszać się do nich obywatele pragnący wyjaśnić różne tajemnicze sprawy. Większość z tych zagadek nie przysparzała panom Alojzemu i Ziemowitowi większych trudności. Aż do dnia, kiedy do drzwi ich biura zapukał pewien niepozorny chłopiec. Miał na imię Emil. Ubrany był całkiem zwyczajnie, mówił cicho i trochę się jąkał. Ów Emil twierdził, że ktoś go śledzi i być może chce go porwać. A wszystko przez to, że tydzień temu chłopiec znalazł na ulicy kolejny z tajemniczych kamieni. Wiele smutnych dzieci zgłaszało się z podobnymi znaleziskami, ale dopiero dziś detektywi rozszyfrowali na nich adres starej kamienicy. Razem z Emilem postanowili udać się w to miejsce. Domyślali się, że skrywa tajemnicę – wyjaśnienie powodu smutku dzieci z miasteczka. Wychodząc z biura rozglądali się przekonani , że złowrogie cienie będą przeszkadzać w rozwikłaniu tej zagadki. Nie mylili się! Dużym utrudnieniem okazał się brak oznaczenia ulic w miasteczku. Tajemniczo zniknęły nazwy ulic, a zapanował chaos. Na szczęście Emil miał kompas, dzięki czemu mogli podążać do celu. Trójka detektywów czuła , że ktoś ich śledzi. Na rogu ulicy Zawikłanej czekała na nich przykra niespodzianka – na gałęzi drzewa zobaczyli ogromną ruszającą się kulę. Podchodząc ostrożnie Emil domyślił się, że to gniazdo szerszeni, podobne do tego, które widział będąc na obozie harcerskim. Konieczna była zmiana trasy. Docierając na miejsce późnym wieczorem zobaczyli starą kamienicę otoczoną roślinnością. Ciemność okrywająca to miejsce zdawała się być pełna pułapek. Przez chwilę nawet zastanawiali się czy nie wycofać się i nie wrócić następnego dnia, w świetle dziennym, bardziej dzielni i pewni siebie. Tego dnia na ratunek przychodziła im tylko zabawkowa latarka Emila. W jej słabym świetle dotarli do drzwi, które powitały ich nieprzyjaznym skrzypieniem. Alojzy, Ziemowit i Emil spojrzeli na siebie. Żaden z nich nie był pewny czy dobrze robią idąc dalej, choć z drugiej strony chcieli znów zobaczyć uśmiechnięte twarze rówieśników Emila. Nagle usłyszeli trzask drzwi, które zamknęły się tuż za nimi zostawiając ich jak w pułapce. Co teraz? Co robić? Tysiące pytań kłębiło się w głowach detektywów. Emil poczuł że ze strachu zaczyna się trząść i łzy napływają mu do oczu, ale natura harcerza nie pozwoliła mu stchórzyć. Na odwagę zaczął cicho recytować nauczony w szkole wiersz. Z każdym wersem w sali stawało się jaśniej – po kolei zaświecały się małe boczne lampki, a w ich świetle ukazywały się półki z książkami. Idąc w ślady Emila, Alojzy zaczął recytować ulubione fraszki, a Ziemowit poezję, która przyszła mu do głowy. Stawało się coraz jaśniej i oczywistym było że są w sali pełnej książek. Emil rozpoznawał wiele brakujących tytułów z biblioteki szkolnej. Detektywi przeglądali półki z książkami przygodowymi, literaturą piękną oraz pudła z książkami dla najmłodszych. Nagle usłyszeli pośpieszne kroki uciekających z budynku postaci. Ziemowit ruszył w pogoń za szubrawcami, pokonując kolejne piętra z niesamowita prędkością. Wybiegając na ulicę zatrzymał przejeżdżający patrol policji. Poinformowane służby otoczyły miasto, uniemożliwiając ucieczkę książkowej bandzie. Okazało się, że od wielu lat wypożyczają książki z bibliotek, bez zamiaru zwrotu. W ten sposób księgozbiory kurczyły się w niesamowitym tempie. Panie Bibliotekarki zauważały braki, a także coraz częściej smutek na twarzach dzieci. Na szczęście w pobliżu kamienicy mieszkał staruszek kamieniarz, który wiedząc, że nie da rady bandzie znaczył kamienie, aby w ten sposób doprowadzić detektywów w to miejsce. Wraz z książkami na twarzach dzieci powrócił uśmiech.

Kategoria: Tajemnica, Bartosz Drobek – uczeń klasy II a Tytuł „ Jak Emil, zmienił życie pewnego mężczyzny.”

Gdy Alojzy Nitka i Ziemowit Kłębek zakładali biuro detektywistyczne „Po Nitce do Kłębka”, nawet nie sądzili, że będą mieli tak dużo roboty. Już pierwszego dnia zaczęli zgłaszać się do nich obywatele pragnący wyjaśnić różne tajemnicze sprawy. Większość z tych zagadek nie przysparzała panom Alojzemu i Ziemowitowi większych trudności. Aż do dnia, kiedy do drzwi ich biura zapukał pewien niepozorny chłopiec. Miał na imię Emil. Ubrany był całkiem zwyczajnie, mówił cicho i trochę się jąkał. Ów Emil twierdził, że ktoś go śledzi i być może chce go porwać. A wszystko przez to, że tydzień temu chłopiec znalazł na ulicy medalion ze zdjęciem młodej kobiety. Emil nie wiedział dlaczego go śledzono, czy to przez ten medalion czy z innego powodu. Panowie Alojzy i Ziemowit podjęli się tego zlecenia. Było to niełatwe zadanie z powodu braku dodatkowych informacji. Pewnego dnia gdy Ziemowit Kłębek śledził Emila, zauważył, że pewnie starszy pan obserwuje chłopca, kiedy detektyw zbliżył się, wtedy ten pan odszedł w pośpiechu. Następnego dnia detektywi postanowili pójść za mężczyzną i wyjaśnić dlaczego śledzi chłopca. Gdy panowie zauważyli jak zbliża się on do Emila postanowili podejść i zapytać o całą sytuację. Starszy pan był bardzo zaskoczony, ale po chwili zastanowienia wytłumaczył, że szukał medalionu, na którym jest jego córka, która wyjechała daleko i od wielu lat nie ma z nią kontaktu. Chodził za chłopcem bo zauważył u niego zagubiony medalion i myślał, że on zaprowadzi go do córki, z którą kiedyś się pokłócił. Jednak Emil tylko znalazł medalion i nie wiedział nic więcej o kobiecie. Alojzy Nitka i Ziemowit Kłębek rozwiązali zagadkę Emila, a przez to zyskali kolejne zlecenie od starszego pana, by pomogli mu odnaleźć córkę.
Detektywi bardzo szybko podjęli się tego zadania. Było ono bardzo ciekawe, ponieważ od zawsze pan Zbigniew myślał, że jego córka opuściła kraj i wyjechała za granicę. Jednak to, że Emil znalazł medalion pozwalało mieć nadzieję, że albo nigdy z niego nie wyjechała, albo wróciła jakiś czas temu. Ten medalion to była pamiątka rodzinna po żonie Zbigniewa, który kobieta zawsze nosiła, by mieć swoją córkę przy boku. Po jej śmierci, pamiątkę przejęła Julia nie zmieniając nawet zdjęcia, na którym widniała jej podobizna i nosiła go na szyi. Alojzy i Ziemowit postanowili rozpocząć poszukiwania od miejsca znalezienia łańcuszka. Było to na skrzyżowaniu dwóch ulic, przy firmie zajmującej się poradami prawnymi. Alojzy wpadł na pomysł, by pójść do tej firmy i zapytać, czy przypadkiem nie było tu żadnej osoby poszukującej zaginionej rzeczy. Na ich szczęście, pani która pracowała na recepcji okazała się osobą, która mogła im pomóc. Opowiedziała im, że na krótko przed ich wizytą, w kancelarii była kobieta, która pytała właśnie o zaginiony medalion! Jakie było zdziwienie oraz radość detektywów gdy okazało się, że zostawiła ona swój numer telefonu na wypadek gdyby jednak ktoś znalazł bardzo cenną dla niej rzecz i chciał ją zwrócić. Panowie bardzo szybko wybrali numer i jeszcze tego dnia umówili się z Julią w celu oddania zguby. Poinformowali również o rozwiązaniu zagadki pana Zbigniewa, który nie mógł uwierzyć, że jeszcze tego dnia zobaczy swoją ukochaną córkę. Tak bardzo chciał ją przeprosić za słowa wypowiedziane parę lat temu, żałował tego i miał nadzieję, że Julia mu wybaczy. Dodatkowej radości przysporzyło mu to, że na spotkaniu z nią, poznał swojego wnuka.
To było bardzo ekscytujące spotkanie, które potoczyło się bardzo dobrze, a detektywi Alojzy i Ziemowit mogli dopisać do swojej kolekcji spraw - kolejną, zakończoną sukcesem.

Kategoria: Przygoda, Jakub Reut – uczeń klasy II a Tytuł „Przygoda z człowiekiem w mroku ”

Tego dnia Natalka po raz pierwszy w życiu sama wracała ze szkoły. Długo prosiła rodziców, żeby się zgodzili. W końcu była już dużą dziewczyną! Gdy tylko zajęcia dobiegły końca, dziewczynka popędziła do szatni, zmieniła obuwie i wybiegła ze szkoły. Czuła się taka dorosła i samodzielna! Pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Doszła do parku i skręciła w alejkę prowadzącą ku Dużej Ulicy. Otuliła ją cisza wielkich, rozłożystych drzew. Płatki śniegu tańczyły w powiewach wiatru. Zapadał zmierzch, ale parkowe latarnie jeszcze się nie włączyły. Nagle – w mroku przed sobą – Natalka dostrzegła niewyraźny kształt. Stanęła zaskoczona, bo oto w świetle księżyca pojawiła się postać, ogromna i przerażająca. Kształt wskazywał, że jest to człowiek ubrany w płaszcz i kapelusz. Natalka stanęła jak wryta. Myśli, które przychodziły jej do głowy nie napawały optymizmem. Rodzice wielokrotnie przestrzegali ją, czym kończą się spotkania z nieznajomymi. W pierwszej chwili chciała uciekać, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa, stały się ciężkie jakby były z ołowiu. Nie była w stanie nic zrobić, bardzo się bała. Wydawało jej się, że ta straszna chwila trwa, i trwa i trwa... Niczym w scenariuszu z horroru zerwał się wiatr i szeleszcząc gałęziami wystraszył stado wron siedzących na drzewie, które z wielkim wrzaskiem odleciały. Mało tego, to jeszcze w tej sytuacji pojawił się czarny kot, przebiegający w poprzek ścieżki między Natalką a tajemniczą postacią. Wszystkie te zdarzenia wywołały w dziewczynce takie napięcie strachu, jakiego do tej pory nigdy nie odczuwała. Chciała krzyczeć, - ale głos nie wydobywał się z jej gardła, jedynie cichy pisk. Postać poruszała się w jej kierunku, powoli, miarowo krok za krokiem. Natalka wyraźnie słyszała trzask łamanych gałęzi i szelest liści na ścieżce, których Pan Tadeusz, dozorca parkowy nie zdążył uprzątnąć jesienią. To obudziło ją z odrętwienia. Szybko obróciła się na pięcie i pospiesznie ruszyła w kierunku szkoły. Gdy uszła kilka kroków, usłyszała za sobą jak ktoś wypowiada jej imię. Głos był znajomy. Gdy usłyszała swoje imię po raz drugi poczuła się bezpiecznie. I w tym momencie latarnie rozbłysły światłem. I wtedy Natalka zobaczyła... swojego tatę. Jej radość była nieopisana. Strach ustąpił miejsca radości. Potem Natalka wraz ze swoim tatą poszli do domu, trzymając się za ręce. W drodze powrotnej Natalka opowiedziała tacie o przerażająco dziwnym „stworze” jakiego zobaczyła. Podczas kolacji długo rozmawiali o tym co się wydarzyło i dziewczynka obiecała sobie, że już nie będzie chciała wracać po zmroku sama do domu. Następnego dnia Natalka poszła na plac zabaw i opowiedziała kolegom i koleżankom o tym jak wyobraźnia spłatała jej figla.

Kategoria: Przygoda, Julia Hyz – uczennica klasy II a. Tytuł „Roki -mój najlepszy przyjaciel ”

Tego dnia Natalka po raz pierwszy w życiu sama wracała ze szkoły. Długo prosiła rodziców, żeby się zgodzili. W końcu było już dużą dziewczynką! Gdy tylko zajęcia dobiegły końca, dziewczynka popędziła do szatni ,zmieniła obuwie i wybiegła ze szkoły. Czuła się taka dorosła i samodzielna! Pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Doszła do parku i skręciła w alejkę prowadzącą ku Dużej Ulicy. Otuliła ją cisza wielkich, rozłożystych drzew. Płatki śniegu tańczyły w powiewach wiatru. Zapadł zmierzch, ale parkowe latarnie jeszcze się nie włączyły. Nagle - w mroku przed sobą - Natalka dostrzegła niewyraźny kształt. Stanęła zaskoczona, bo oto stanął przed nią duży pies. Natalka wystraszona zaczęła uciekać. Uciekając zorientowała się, że nie wie gdzie jest i w którą stronę ma iść. Robiło się coraz ciemniej, dziewczynka błąkała się po nie znanej okolicy, aż w końcu udało jej się dotrzeć do domu nie widząc, że pies którego spotkała w parku biegł cały czas za nią. Gdy weszła do domu opowiedziała rodzicom całą historię. Następnego dnia wychodząc do szkoły zobaczyła, że przed drzwiami swojego domu czekał na nią ten sam pies. Zrobiło jej się go szkoda i postanowiła dać mu coś do jedzenia. Gdy wróciła ze szkoły pies na widok dziewczynki strasznie się ucieszył. Natalka zaczęła go głaskać i bawić się z nim. Strasznie się z nim zaprzyjaźniła i poprosiła rodziców aby pozwolili jej go przygarnąć. Był to pies rasy owczarek niemiecki. Rodzice zgodzili się i nadali mu imię Roki. Po tygodniu dziewczynka zauważyła, że z Rokim dzieję się coś złego, nie chciał jeść ani chodzić na spacery oraz nie miał siły na wspólne zabawy. Z rodzicami podjęli decyzję że pojadą z Rokim do kliniki. Po badaniach okazało się, że Roki jest poważnie chory na babeszjozę, chorobę spowodowaną przez kleszcze. Z dnia na dzień stan psa się pogarszał, potrzebna była natychmiastowa transfuzja krwi, lekarze mówili, że pies może tego nie przeżyć. Dziewczynka była bardzo załamana odwiedzała go codziennie bo wierzyła, że Roki wyzdrowieje. Po tygodniowym pobycie w klinice stan zdrowia Rokiego znacznie się poprawił i Natalka mogła zabrać psa do domu. Dziewczynka jest wdzięczna rodzicom, za ich decyzję bo dzięki temu mogli pomóc i uratować życie Rokiego. Od tej chwili Roki nie opuszcza Natalki na krok i spędza z nią dużo czasu. Jest jej najlepszym przyjacielem zabaw.

Kategoria: Przygoda, Maja Łata– uczennica klasy II a. Tytuł „Tajemnica niezwykłego zegara”

Tego dnia Natalka po raz pierwszy w życiu sama wracała ze szkoły. Długo prosiła rodziców, żeby się zgodzili. W końcu była już dużą dziewczyną! Gdy tylko zajęcia dobiegły końca, dziewczynka popędziła do szatni, zmieniła obuwie i wybiegła ze szkoły. Czuła się taka dorosła i samodzielna! Pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Doszła do parku i skręciła w alejkę prowadzącą ku Dużej Ulicy. Otuliła ją cisza wielkich, rozłożystych drzew. Płatki śniegu tańczyły w powiewach wiatru. Zapadał zmierzch, ale parkowe latarnie jeszcze się nie włączyły. Nagle – w mroku przed sobą – Natalka dostrzegła niewyraźny kształt. Stanęła zaskoczona, bo oto ukazał jej się dziwny przedmiot. Dziewczynka najpierw bardzo się przestraszyła, a potem zdziwiła. Nie wiedziała co to jest, ponieważ było zbyt ciemno, a do tego jeszcze padał śnieg. Nie wiedziała co ma zrobić – iść do domu, czy przyjrzeć się bliżej tej rzeczy. Po namyśle zbliżyła się i ujrzała wielki, stary zegar. Chciała oddać go właścicielowi, ale nie wiedziała kto go tam zostawił. Z boku zegara przyklejona była kartka, na której dziwnym pismem ktoś napisał – WSKAZUJĘ GODZINY I MOGĘ CIĘ PRZENIEŚĆ W CZASIE. Natalka była bardzo podekscytowana, że znalazła taki dziwny zegarek, ale nawet nie myślała o tym, żeby podróżować w czasie. Postanowiła zabrać go do domu i zastanowić się co dalej. Ale jak to zrobić, skoro waży on tak dużo? Dziewczyna stwierdziła, że będą z nim same problemy i postanowiła cofnąć się w czasie o godzinkę. Pomyślała, że wróci do domu inną drogą i w ten sposób nie znajdzie go. Jak pomyślała, tak zrobiła, ale jej plan się nie powiódł. Gdy tylko przekręciła wskazówki, wszystko dokoła zawirowało. Gdy się ocknęła, krzyknęła „Ale pięknie !!!”. Tylko w ogóle nie wiedziała, gdzie jest. Był to piękny, wielki, dziki las. Postanowiła jak najszybciej odnaleźć zegarek i wrócić do domu. Tylko gdzie ma iść? Rozejrzała się i nagle krzyknęła przerażona, bo pomiędzy liśćmi ujrzała wielkiego dinozaura! Zaczęła uciekać co sił w nogach, aż w końcu potknęła się o wystający korzeń i upadła. Dinozaur podszedł do niej, ale o dziwo wcale jej nie dotknął! Złapał tylko wielkimi zębami jej szkolny plecak, w którym miała kanapkę! Natalka odetchnęła z ulgą i poszła szukać dalej zegara. Gdy tak szła, nagle zobaczyła dziewczynkę, która płakała. Podeszła do niej i zapytała jak ma na imię i co tu robi. Dziewczynka miała na imię Kasia i opowiedziała Natalce swoją historię. Okazało się, że też znalazła podobny zegar tylko mniejszy i przeniosła się w czasie razem ze swoim młodszym bratem Michałem. Tylko teraz nie wiedziała gdzie on jest, bo pobiegł za pięknym, kolorowym motylem i zaginął. Natalka postanowiła pomóc nowej koleżance i razem poszły szukać brata Kasi. W końcu udało im się go znaleźć i wszyscy razem wyruszyli na poszukiwanie zegara Natalki. Wtedy Kasia przypomniała sobie, że ma swój mały zegarek w kieszeni. Ustalili, że najpierw przeniosą się wszyscy razem do domu Natalki, a potem rodzeństwo wróci do swojego domu. Mama Natalki bardzo ucieszyła się na jej widok. Zrobiła wszystkim pyszne, gorące kakao. Dzieci opowiedziały jej historię, która ich spotkała, ale rodzice im nie uwierzyli. Ach! – te dzieci i ich wyobraźnia- powiedziała mama Późnym wieczorem wszyscy pożegnali się czule i rodzeństwo wyruszyło w podróż do swojego domu. Gdy po powrocie opowiedzieli rodzicom swoją przygodę – rodzice - też im nie uwierzyli. Nazajutrz w pracy - mamy dzieci, rozmawiając ze sobą, zaczęły się zastanawiać, że historia ich dzieci mogła być prawdziwa, skoro mówili o niej tak samo. Nagle mama Kasi – wyjęła z kieszeni zegarek, który pokazała jej córka i powiedziała: - Sprawdźmy to i w tej chwili przeniosły się w to samo miejsce, o którym słyszały od swoich dzieci. I nagle …

Kategoria: Przygoda, Kaja Czerniak – uczennica klasy II a Tytuł „Pewnego razu w parku"

Tego dnia Natalka po raz pierwszy w życiu sama wracała ze szkoły. Długo prosiła rodziców, żeby się zgodzili. W końcu była już dużą dziewczyną! Gdy tylko zajęcia dobiegły końca, dziewczynka popędziła do szatni, zmieniła obuwie i wybiegła ze szkoły. Czuła się taka dorosła i samodzielna! Pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Doszła do parku i skręciła w alejkę prowadzącą ku Dużej Ulicy. Otuliła ją cisza wielkich, rozłożysty Marcel ch drzew. Płatki śniegu tańczyły w powiewach wiatru. Zapadał zmierzch, ale parkowe latarnie jeszcze się nie włączyły. Nagle - w mroku przed sobą - Natalka dostrzegła niewyraźny kształt. Stanęła zaskoczona, bo oto przed nią na chodniku leżał malutki, zziębnięty i piszczący kłębuszek.
Był to czarniutki szczeniaczek. Dziewczynka wzięła go na ręce, przytuliła mocno by ogrzać. Śnieg zaczął sypać coraz mocniej a mroźny wiatr dawał się we znaki nawet Natalce. Dziewczynka nie zastanawiając się długo schowała pieseczka pod kurtkę i zabrała go ze sobą. Gdy wróciła do domu tata był jeszcze w pracy, a mama karmiła jej malutkiego braciszka. Natalka szybko ukryła szczeniaczka w swoim pokoju i jak gdyby nigdy nic zasiadła do obiadu. Wieczorem rodzice zauważyli, że ich córka jest jakaś niespokojna. Wypytywali, czy coś się wydarzyło, czy może coś wystraszyło ją, gdy wracała sama do domu ale Natalka powiedziała, że wszystko jest w porządku i jest tylko zmęczona i chce się położyć. Noc minęła spokojnie, malutka psinka najedzona i w ciepłym posłaniu przespała całą noc. Niestety rano Natalka musiała iść do szkoły, nie wiedziała co ma zrobić z psiaczkiem, więc zapakowała go do tornistra i ruszyła razem z nim. W czasie zajęć szczeniak zaczął piszczeć, a zaciekawione dzieci zaczęły dopytywać co to za odgłosy. Wtedy piesek wystawił łebek z plecaka i wszyscy pobiegli by zobaczyć szczeniaczka. Pani nauczycielka zdenerwowała się, że dziewczynka przyniosła psa do szkoły i wezwała jej rodziców. Gdy w szkole zjawiła się mama, Natalka musiała opowiedzieć jej całą historię.
W domu rodzice długo rozmawiali z córeczką na temat tego wydarzenia. Dziewczynka zrozumiała, że źle zrobiła, nic nie mówiąc rodzicom o znalezieniu pieska. Cała przygoda jednak dobrze się skończyła. Mama i tata pozwolili zatrzymać Bruno (bo tak nazwali psa). Natalka pokazała, że jest już na tyle odpowiedzialna, że potrafi sama wracać ze szkoły i zająć się psem, którego wszyscy bardzo polubili.

Kategoria: Przygoda, Tytuł „Dżungla” Marcel Boruch – uczeń klasy II a

Tego dnia Natalka po raz pierwszy w życiu sama wracała ze szkoły. Długo prosiła rodziców, żeby się zgodzili. W końcu była już dużą dziewczyną! Gdy tylko zajęcia dobiegły końca, dziewczynka popędziła do szatni, zmieniła obuwie i wybiegła ze szkoły. Czuła się taka dorosła i samodzielna! Pewnym krokiem ruszyła przed siebie. Doszła do parku i skręciła w alejkę prowadzącą ku Dużej Ulicy. Otuliła ją cisza wielkich, rozłożystych drzew. Płatki śniegu tańczyły w powiewach wiatru. Zapadał zmierzch, ale parkowe latarnie jeszcze się nie włączyły. Nagle – w mroku przed sobą – Natalka dostrzegła niewyraźny kształt. Stanęła zaskoczona, bo oto otworzył się magiczny portal. Podeszła sprawdzić co to jest , stanęła odrobinę za blisko i wpadła . Gdy się ocknęła usłyszała ryk. Chciała sprawdzić gdzie się znajduje i po chwili zobaczyła dinozaura. Przestraszona zaczęła uciekać. Z pomocą przybył jej chłopiec. Rzucił pod nogi dinozaura owoc, zaczął wydobywać się dym, który uśpił dinozaura. Chłopiec powiedział, że nazywa się Filip i mieszka tu odkąd pamięta. Natalka wyjaśniła jak się tu znalazła. Filip jej nie uwierzył, ale zaprowadził do swojego domku w drzewie, z którego roztaczał się piękny widok, na ogromne drzewa, różne zwierzęta, a w oddali na wulkan Eksodus. Chłopiec wyjaśnił ,że na jego szczycie leży uzdrowicielski śnieg, ale można go stosować tylko w poważnych chorobach. Po chwili zerwała się burza, która połamała drzewa i zerwała dach na tarasie. Po burzy zabrali się za naprawę dachu. Podczas pracy Natalkę coś ukąsiło, więc Filip opatrzył ranę. Gdy słońce zachodziło za horyzont skończyli naprawę. Ramię dziewczyny zrobiło się czerwone i bardzo bolesne. Rano Natalka dostała wysokiej gorączki, a z rany wydobywała się ropa. Chłopiec podał jej leki, ale nie zadziałały. Zdecydował się wyruszyć po uzdrowicielski śnieg dla Natalki. Wziął stary plecak i spakował do niego dwie butelki wody, koc, latarkę i pojemnik na śnieg. Wyruszył więc ,minął las deszczowy i pustynię. Zrobiło się ciemno, znalazł miejsce wśród skał, rozpalił ognisko i zasnął. Poranek zapowiadał się podobnie jak poprzedni, słońce prażyło, a Filip ciągle szedł przed siebie. Powoli zbliżał się do szczytu wulkanu. Było południe , słońce było w zenicie. Nagle usłyszał za sobą kroki, zobaczył, że za nim biegnie uśpione stworzenie. Uciekał najszybciej jak mógł, ale potwór go dogonił, zamachnął szyją i wrzucił sobie na grzbiet. Filip nie wiedział co się dzieje, myślał, że potwór chce go zjeść, a okazało się, że przybywa z pomocą. Dzięki niemu, jeszcze tego samego dnia dotarli na miejsce. Chłopiec ostrożnie zszedł z jego grzbietu i pogłaskał go po głowie. Filip uśmiechnął się i wyjął pojemnik . Śnieg był błękitny i strasznie twardy. Zrobiło się późno więc zasnął obok wielkiego towarzysza. Rano nadał mu imię Romuald. Filip wyobrażał sobie minę Natalki, jak zobaczy go na Romualdzie. Jak dotarli dziewczynka spała, gdy się obudziła, zobaczyła przyjaciela, wzięła kubek i wypiła już roztopiony śnieg. Rana się zagoiła a gorączka spadła. Czuła się jak nowo narodzona. Filip miał jeszcze jedną niespodziankę. Wyszli na taras, ale przestraszona zaczęła się cofać, chłopiec ją złapał i razem wskoczyli na grzbiet Romualda. Jechali tak, aż nagle otworzył się portal , który powoli wciągał Natalkę, krzyknęła – chodź ze mną. Nazajutrz Natalka obudziła się w swoim łóżku, nie wiedziała czy to była prawda, czy tylko jej się to śniło. Poszła więc do szkoły. Jakże się ucieszyła, bo w ławce siedział Filip. Natalka rozpoznała w nim towarzysza swojej wielkiej przygody.

Kategoria: Bajka , Wiktoria Próchnicka - uczennica klasy II a. , Tytuł - " Niezwykła przyjaźń"
Staruszka ciężko zachorowała.Nie mogła ,więc codziennie o świcie zanosić kotom miseczki z jedzeniem, mlekiem,wodą. Ponieważ staruszka nie miała nikogo bliskiego została sama ze swoją ciężką chorobą. Przez kilka dni koty nie wiedziały co się stało, błąkały się smutno szukając swojej pani. Pewnego dnia jeden z podopiecznych staruszki zajrzał przez okno do jej domu i zasmucił się widząc jak starsza pani nie daje sobie z niczym rady. Zwołał wszystkie koty na naradę. Postanowili pomoc staruszce. Jeden poszedł po zakupy,drugi poszedł do apteki po potrzebne leki, trzeci zajął się porządkami w domu. I w ten sposób staruszka wróciła szybko do zdrowia. Koty mogły znowu się cieszyć uprzejmością starszej pani.